Co wchodzę na stronę internetową jakiejś dużej firmy o zasięgu globalnym to widzę nazwy produktów kończące się na „green”, „eko” lub podobnie. O co w tym chodzi? Czy nagle firmy zapomniały czym są? (Przedsiębiorstwo według wikipedii: „…definiowanym celem działalności przedsiębiorstwa jest osiąganie zysku lub zaspokajanie potrzeb konsumentów.”) Czy też potrzeby konsumentów uległy drastycznej zmianie i nikt nie potrzebuje już taniej, mocno świecącej żarówki tylko taką, która kosztuje 10x więcej niż normalna, świeci „dziwnym” światłem, niby jest energooszczędna i jeszcze bardziej niby jest bardziej ekologiczna?! Dyski twarde, zamiast przyśpieszać, zwalniają. (WD GREEN) Apple rozpisuje się na swojej stronie, jakich to szkodliwych środków nie stosuje w procesie produkcji swoich laptopów. Nagle dbanie o środowisko naturalne stało się ekstra hiper modne i trendy. Oh Yeah!
Może firmy specjalnie wmawiają klientom że mniej i gorzej oznacza lepiej niby w trosce o środowisko. Zalety dla przedsiębiorstw są jasne, mniejsze koszty produkcji, jeżeli montują nowe energooszczędne procesory, wolniejsze i prostsze dyski twarde w tej samej cenie to więcej zarabiają. Moda na „gorzej” trwa. Nie mylcie jej z „Less is more!”, bo zupełnie co innego.